Gol widmo

Piątek, 18 października, tuż przed godziną 21:00. Redakcje sportowe całego świata zaczyna obiegać filmik ukazujący gigantyczną pomyłkę sędziów w meczu najwyższej niemieckiej klasy rozgrywkowej, gdzie TSG 1899 Hoffenheim podejmował u siebie Bayer Leverkusen…

Dośrodkowanie z rzutu rożnego w pole karne gospodarzy. Na siódmym/ósmym metrze od bramki, najwyżej wyskakuje Stefan Kießling, który popisuje się niecelnym strzałem głową obok świątyni Koena Castelsa. Futbolówka trafia w boczną siatkę, w której – powiedzielibyśmy, że złośliwie – znajduje sobie szczelinę, wpadając w przestrzeń bramkową za plecami spokojnego bramkarza Hoffenheim. Zaczyna się dramat. Ku zaskoczeniu większości kibiców, piłkarzy i trenerów, Felix Brych podejmuje decyzję o uznaniu gola reprezentanta Niemiec…

Kießling, mocno zdezorientowany, tonie w objęciach kolegów, po czym udaje się w kierunku środka boiska i – jak później wyczytają z ruchu warg niemieccy eksperci – powie do sędziego: „wydaje mi się, że trafiłem w boczną siatkę, ale pewny nie jestem”. Felix Brych, mający już występ na przyszłorocznych Mistrzostwach Świata niemal w kieszeni, z bardzo zdumioną miną przechodzi coś, czego prawdopodobnie zdecydowana większość z Was nie doświadczyła, ani nie będzie miała okazji doświadczyć. Mętlik w głowie niemieckiego arbitra UEFA Elite Category przekracza wszelkie wyobrażalne normy. „Jemu wydaje się, że trafił w boczną, ja – jeszcze przed chwilą byłem pewien, że to był gol… Co mam zrobić?!” – wydaje się prawie krzyczeć arbiter. Bez słów, bo czy można w takiej chwili wydobyć z siebie jakiś głos? Jego wygląd ilustruje jednak emocje i kotłowaninę myśli. „Co jednak, jeśli był gol? Wyjdę na podwójnego durnia…” – zdaje się konstatować pracujący na pełnych obrotach umysł Felixa Brycha.

Gol na 0-2 zostaje uznany. Piłkarzom Hoffenheim, mimo jeszcze kilku dobrych okazji, nie udaje się doprowadzić do remisu. Bayer wygrywa. Już dziś i jutro wszystkie media będą wałkować ten temat nie wgłębiając się zbytnio w szczegóły. Felix Brych popełnił katastrofalny błąd. Uznał gola, którego nie było. Markus Merk powtarza w pomeczowym studiu żądania wielu ludzi z „branży” – wprowadźmy powtórki wideo! Cały świat powie jutro – SKANDAL!

W hotelowym zaciszu sędziowie, po długim czasie do namysłu, rozmawiają ze sobą o feralnej sytuacji. Padają pytania, być może płyną nawet łzy. Kto zawinił? Winnych – według wszystkich przesłanek i zdrowego rozsądku – jest dwóch. Felix Brych, który nie widział, gdzie leci piłka po strzale Kießlinga i Stefan Lupp – asystent, który tak sprawdzał siatkę, że nie zauważył w niej dziury. Przecież ten obowiązek asystenta to rutyna. Jak wielu sędziów przykłada się do niego z namaszczeniem? Jak wielu sędziów jest w stanie wyobrazić sobie taką sytuację. Jak wielu sędziów jest świadomych, że „sh*t happens”?

Należy zadać sobie ważne pytania: jak taki błąd w Bundeslidze będzie rzutować na dalszą karierę obu arbitrów? Czy pojadą do Brazylii? Czy może zamiast nich pojedzie odstawiony już nieco w kąt – de facto, znakomity arbiter – Wolfgang Stark? Czy Pierluigi Collina i spółka postąpią z Brychem tak jak z Alasdairem Rossem – szkockim asystentem, który nie widział spalonego przy decydującym trafieniu Borussii Dortmund z Malagą – ignorując go niemal w każdej obsadzie? Może jednak sędziowie powinni dostać dużą dawkę wsparcia od członków DFB, UEFA i FIFA. Może potraktować ich tak po ludzku? Nakarmić żądne krwi media dwoma kolejkami odpoczynku i powiedzieć: „chłopaki, podnieście rękawice i wykonujcie dobrą robotę jak dawniej!”. To byłaby taka moja skromna propozycja.

Kto z postronnych zrozumie obu arbitrów? Oprócz zwykłej kluczowej pomyłki w raporcie obserwatora, dostaną coś więcej. Łatkę, z którą przyjdzie (szczególnie Brychowi, bo przecież główny) żyć do końca kariery, a może nawet i dłużej. Lecz na ich miejscu mógł być każdy z sędziów na całym świecie. Wielu pewnie zrozumie, jak ważna jest koncentracja i wypełnianie swoich obowiązków w sposób rzetelny. Zaczniecie pewnie sprawdzać siatkę dokładniej. Do czasu, aż znowu stanie się to rutyną, a myśli o występie Brycha i Luppa umkną w natłoku innych spraw i sytuacji. Coś podobnego zdarzy się pewnie jeszcze nie raz. Błędy zawsze mają swoje podłoże – a jeśli jest nim zwykła ludzka niedoskonałość, nieposiadanie w głowie zaawansowanych systemów komputerowych oraz gorszy dzień, który ma każdy z nas, to i tak jesteśmy bez szans. W końcu i tak pewnego dnia „sh*t will happen”…